|
Po wpisaniu w wyszukiwarce w Internecie hasła "czujka"
pojawia się około 48 tys. pozycji, a po wpisaniu "czujki"
- już około 80 tys. linków. Zasób informacji trudny do ogarnięcia!
I właściwie tylko czas, jaki możemy poświęcić na przeglądanie
stron, decyduje o zakresie informacji, jakie możemy pozyskać.
Jak to było dwadzieścia lat temu?
Na początku lat 80. ub. wieku zorientowałem
się, że brakuje publikacji na tematy związane z systemami
alarmowymi. Zaproponowałem redakcji "Muratora",
która wtedy mieściła się w małym budynku obok wejścia na wystawę
przy ulicy Bartyckiej w Warszawie,
artykuł o systemach alarmowych. Systemy alarmowe już wtedy
były widoczne na elewacjach budynków, ale
głównie ze względu na ustawiczne "wycie" - niezależnie
czy zagrożenie było, czy nie. Stanowiły więc nie lada uciążliwość
dla sąsiadów. Redakcja "Muratora" przyjęła moją
ofertę, więc ochoczo zabrałem się do zbierania i porządkowania
informacji. Przewertowałem ogłoszenia prasowe, skontaktowałem
się z instalatorami i brałem od nich namiary na producentów
urządzeń; zresztą okazało się, że wielu instalatorów wytwarza
czujki, centrale alarmowe, syreny, manipulatory. Spora to
była oferta, i co ciekawe, bardzo często poszczególni producenci
nie wiedzieli o sobie nawzajem. Wśród największych firm znajdowały
się spółdzielnie, firmy polonijne i POLSREBRO, potentat
w dziedzinie zabezpieczeń. Wybrałem się więc do POLSREBRA,
aby dowiedzieć się o stosowane przez nich czujki i centrale.
Przyjęto mnie tam grzecznie, ale pracownik na pokazanie katalogów
musiał uzyskać zgodę kierownika. Poszliśmy więc obaj do kierownika.
Z kolei kierownik na pokazanie katalogów musiał mieć zgodę
wicedyrektora... Poszliśmy więc we trzech do wicedyrektora.
Ten musiał mieć zgodę dyrektora... Poszliśmy więc we czterech
do dyrektora. Dyrektor wysłuchał mnie, wypytał, a po co? a
na co? I powiedział, że da odpowiedź. Odpowiedzi do dzisiaj
się nie doczekałem, a katalogi od razu dostałem w firmach
zachodnich oraz u rzemieślników i w firmach polonijnych. Z
rozmów z instalatorami, z lektury kart urządzeń i katalogów
zorientowałem się, że w Polsce jest dość duża i różnorodna
oferta. Artykuł do Muratora na temat zabezpieczeń rozrósł
się do kilku odcinków i wtedy padł pomysł, aby zorganizować
wystawę. Pomysł podchwycił w "Muratorze" Marcin
Wnorowski. Nie wiedzieliśmy, że takiej ogólnodostępnej wystawy
zorganizować nie wolno, dlatego została zorganizowana...
Nie można było organizować wystawy
zabezpieczeń?
Podobno ktoś, kiedyś, nie wiedzieć czemu
w ówczesnym MSW powiedział, że zabezpieczeń nie wolno
pokazywać. O tym bzdurnym i bezprawnym zakazie nie wiedzieliśmy
i dlatego wystawa w redakcji "Muratora" przy ulicy
Bartyckiej odbyła się. Najbardzie zdziwili mnie licznie obecni
na wystawie mundurowi, którzy jeszcze bardziej niż ja byli
zdziwieni różnorodnością oferty. Tak zostało przełamane tabu,
którego początku nikt nie potrafił ustalić.
Czym różniła się tamta oferta sprzed
lat od dzisiejszej?
Wiadomo, że w latach 80. elektronika stała
na zupełnie innym poziomie niż dziś, a dodatkowym ograniczeniem
były embarga nałożone przez Zachód. Na przykład |
piroelementy można było tylko "przeszmuglować" prywatnie.
W jednym z wojskowych instytutów mieli nawet pozyskane w ten
sposób detektory podczerwieni i przez dobre dwa lata starali
się zbudować coś, co dziś nazywamy pasywną czujką podczerwieni.
W trakcie zbierania informacji o systemach alarmowych
trafiłem i do tego instytutu. Tam pokazano próbne modele czujek.
Miały one półkoliste lustra z jakiegoś metalu! Ale nie miały
prawa działać, bo przy jakichkolwiek zmianach temperatury
to lekki, mały czujnik podczerwieni nadążał za zmianami temperatury
otoczenia, a lustro nie. Czyli nie tylko embargo przeszkadzało
w rozwoju tej dziedziny. Gdy trochę zelżało w polityce i pojawiły
się firmy polonijne, już całkiem oficjalnie można było sprowadzać
czujniki podczerwieni i soczewki Fresnela, ale kompletnych
czujek nie bardzo można było na Zachodzie kupić. Tematem pasywnych
czujek podczerwieni zainteresowano się równolegle w firmie
polonijnej IRED i w dwuosobowym zakładzie rzemieślniczym
prowadzonym na warszawskiej Pradze przez inżynierów Aurigę
i Mikołajczyka. Ci pierwsi mieli dostęp do elementów i pewien
zapas gotówki na badania, ci drudzy - wiedzę, chęci i coś,
co nazywa się instynktem. Dzięki połączeniu wysiłków powstały
pierwsze, działające i nadające się do stosowania, pasywne
czujki podczerwieni w Polsce. Mimo upływu lat jeszcze dziś
spotykam je w ochronie obiektów. Mam przed sobą katalog z
drugiej wystawy systemów alarmowych (zima 1986/87). Swoją
ofertę w zakresie zabezpieczeń elektronicznych przedstawiało
prawie sześćdziesiąt firm. Oferowały one wówczas około stu
typów centralek alarmowych! Zgłaszały możliwości wyprodukowania,
w zależności od zamówień, nawet do 100 tys. central alarmowych
rocznie! W tym czasie, w największym kraju naszego bloku,
stosowano czujki, jakich nigdzie więcej nie widziałem wygięty
pręt na sprężynce dotykał do szyby - zbicie szyby powodowało
przesunięcie się pod wpływem sprężynki tego pręta i to był
czujnik - czujnik zbicia szyby.
Jakie czujki oferował nasz rynek?
Maty alarmowe, i to w kilku rodzajach, przyciski
alarmowe, przełączniki elektromechaniczne, kontaktrony, czujki
z łańcuchami do drzwi, wibracyjne, wstrząsowe, przechylne,
aktywne tłuczenia szkła, pasywne tłuczenia szkła, impedancyjne
maty alarmowe, impedancyjne dotykowe, impedancyjne antenowe,
mikrofalowe dopplerowskie, aktywne podczerwieni, pasywne podczerwieni
- czyli asortymentowo była to dość bogata oferta. Niektóre
z nich nie występują dzisiaj. Wynika to po pierwsze z pojawienia
się pewniejszych w działaniu innych rodzajów czujek, a po
drugie niektóre rozwiązaniawymagały dopracowania i sporych
nakładów - a więc licznej, ale bogatej grupy odbiorców. A
na to nawet dziś nie zawsze można liczyć. Na przykład czujki
antenowe impedancyjne - to ciekawe rozwiązanie polegające
na pomiarze prądu emisji anteny w zakresie częstotliwości
1 ... 3 GHz. Dwadzieścia lat temu oferowano dwa typy tego
rodzaju czujek. Jedna wyglądała jak drewniany piórnik z wystającym
prętem, a druga jak czujka mikrofalowa Dopplera we wczesnych
wykonaniach, z anteną typu "hydraulika". Pierwsza
miała dookólną charakterystykę wykrywania o promieniu
około 7 m. Natomiast druga oferowana pod nazwą NOCEK miała
strefę wykrywania w kształcie kropli wody i wykrywała ruch
w strefie około 15 metrów. Ciekawe, jak będą wyglądały
dzisiejsze systemy alarmowe za dwadzieścia lat...
źródło: Systemy Alarmowe, Stefan Jerzy
SiudaIski
|